Menu

JA.grembach.łódź.pl

O Grembachu, o Łodzi, o mnie, o wszystkim...

Chyba, że się mylę…

piostar14

Czytam książkę Michaela Dobbsa Sześć miesięcy w 1945. Stalin, Churchill, Truman. Od wojny światowej do zimnej wojny. Kuzyna tego samego Dobbsa, który zasłynął bestsellerowym cyklem o  Francisie Urquharcie pod tytułem House of Cards, gdzie pokazał świat polityki od kuchni emocji, planowania, PR czy konstruowania zdarzeń. Trudno zresztą dziwić się tej znajomości rzeczy, wszak autor to wytrawny polityk brytyjskich konserwatystów, który ma za sobą m.in. doradzanie Margaret Thatcher, gdy ta była jeszcze przywódczynią opozycji.

Sześć miesięcy w 1945 to napisana przez zręcznego pisarza, wsparta bogatą dokumentacją opowieść o okresie od lutego do sierpnia 1945 roku, kiedy kilku przywódców oraz ich wpływowych urzędników decydowało o losie Europy na następne dziesięciolecia. Dobrze ją się czyta. Żwawa narracja okraszona anegdotami sprawi przyjemność każdemu, kto zwyczajnie lubi czytać. Ale to tylko naskórek. Gdzieś głębiej tkwi historia władzy i jej sedna, które dotyka w równym stopniu jednostki jak i masy ludzkie; bardziej czytelnicze niż autorskie rozważania o wyalienowaniu władzy czy jej nieradzeniu sobie z siłą wolności pojedynczego człowieka.

I tym refleksjom chcę poświęcić trochę czasu w tym felietonie.

Ludzie władzy kierują się różnymi motywacjami. Myślą w kategoriach narodowego dobra, chcą poszerzenia wpływów politycznych czy ekonomicznych dla swej organizacji, szukają bogactwa, uczucia dominacji… Motywów jest tyle, ilu ludzi u sterów rządzenia w dowolnym miejscu na Ziemi. Współcześnie, kierowani maksymą Historia est magistra vitae umiemy już wskazać pobudki szlachetne. Definiujemy je, jako te, które wypływają z humanistycznego spojrzenia na społeczności (sprawiedliwość, niezależność, suwerenność, itp) i ich wzajemne relacje (współpraca, współodpowiedzialność, etc.) Tych w książce Dobbsa reprezentują F. D. Roosevelt i jego następca H. Truman oraz W. Churchill – przywódcy nie pozbawieni wad, jednak obdarzeni mandatem społecznym i poddani społecznej kontroli, kierują się zasadą odpowiedzialności. Swoją drogą posiadanie mandatu społecznego to dla nich nie tylko bezpośrednie głosy wyborców, ale nade wszystko zaufanie całego społeczeństwa.

Widzimy też motywacje inne, często ideologiczne. Te oceniamy negatywnie, bo dostrzegamy ich potencjał szkodliwości społecznej, który zazwyczaj prowadzi do rozziewu między społeczeństwem a władzą, aż do jej samoalienacji włącznie. Ideologia, jako podłoże władzy implikuje bardzo konkretne reguły rządzenia, z których najwyraźniejszą jest spoglądanie na społeczeństwo jak na bezpostaciową masę ludzką, która powinna reprezentować światopogląd tożsamy z rządzącymi. Krótko mówiąc, kto nie jest z nami, jest przeciwko nam. W takiej sytuacji nie ma mowy o niezależności światopoglądowej czy wolności myśli jednostki. Bo wolność jest dla władzy zagrożeniem, bo zwykle narusza dogmaty ideowe. W krajach totalitarnych tę wolność zgniatano siłą tak, jak czynił to inny bohater Dobbsa – J. Stalin. W innych krajach z niezależnością i wolnością światopoglądową walczy się za pomocą propagandy, czasem zastraszania, wykorzystując zwarte szeregi ideowych zwolenników. A takimi zwolennikami łatwo kierować, bo przecież są ideowi, czyli w wielu kwestiach kierują się dyrektywami, a nie własnym osądem.

Wolność i niezależność światopoglądową należy pielęgnować, bo nie są nikomu dane raz na zawsze. Dzięki nim możemy patrzeć na świat bez poczucia, że ktoś robi to za nas i nami steruje. Idea jest piękną wtedy tylko, gdy skupia wokół siebie wolność jednostek; gdy pojedynczy ludzie podejmują trud rozpoznania i zrozumienia zgodnie z własnymi doświadczeniami, wiedzą i umiejętnościami; gdy nie idziemy za nią odrzucając autorefleksję na rzecz propagandowych uproszczeń czy atrakcyjności przywódcy. Idea będzie piękna, gdy odnajdziemy ją sami, nie na medialne czy wodzowskie skróty, jeśli znajdziemy w niej swój, osobisty wysiłek. Każda inna idea będzie tylko narzędziem do rządzenia, narzędziem zniewalającym umysły.

Na koniec… Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to właśnie moja, indywidualna wolność i niezależność światopoglądowa jest solą w oku tych, którzy z poczucia bezsilności nazywają mnie gorszym. Cóż… Lepiej być gorszym i wolnym, niźli lepszym i zniewolonym. Chyba, że się mylę?

© JA.grembach.łódź.pl
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci