Menu

JA.grembach.łódź.pl

O Grembachu, o Łodzi, o mnie, o wszystkim...

Rzecz o rżnięciu cebuli...

piostar14

 28122009126

Wczoraj mnie trochę poniosło… A może – nie? Wpadłem w ramiona wielkich słów… Ale rzeczywiście chciało mi się wyć i nie sposób było od patosu uciec. Są kwestie, które tego wymagają i nic na to nie poradę, że jak myślę na przykład o Polsce, w każdym kontekście, to znaczące słowa same budzą się z codziennego uśpienia. Gdy zaś myślę o cebuli łatwiej przyłażą słowa typu: rżnąć, ryczeć, śmierdzieć… Oczywiście w związku z cebulą mógłbym ją rozkawałkowywać, ronić przy tymże rozkawałkowywaniu łzy i krzywić się pod wpływem jej aromatu. Nieźle wyszło, chociaż zupełnie idiotycznie. Bo trzeba, jak napisał Norwid: Odpowiednie dać rzeczy słowo!

 

Muzyka zawsze była przy mnie blisko. Na szczęście i przy pomocy szkoły muzycznej udało mi się jakoś uniknąć ataku lenistwa, który by sprawił, że dziś wielbiłbym wyłącznie łatwe i lekkie kompozycje, wspierane przeciętnymi głosami i banalnymi kalkami tekstów. Co nie oznacza, że snobuję się na tzw. prawdziwego melomana.  To, czego słucham w konkretnej chwili zależy głównie od kontekstu sytuacyjnego czy emocjonalnego. Ważne, że słucham. Wiele osób uważa, że takie eklektyczne podejście do muzyki pozbawia mnie możliwości jej zgłębiania i wyłącza z kręgu tych, którzy doznają ekstazy skutkiem obcowania z wysoką sztuką. Innymi słowy słuchanie AC/DC wyklucza możliwość zrozumienia doniosłości i artyzmu kwartetów haydnowskich Mozarta. No cóż… Malkontentom zawsze mogę powiedzieć, że Stairway to Heaven Zeppów to wybitna kompozycja, gdzie fortissimo w niemal symfoniczny sposób łączy się z bogactwem harmonicznym i brzmieniowym, co przy tak ubogim instrumentarium wydaje się nieprawdopodobne, a Mozartowskie Requiem d-moll po prostu zwala z kopyt i ryje mózg.

 

Odpowiednie dać rzeczy słowo! - to nie tylko kwestia mojego myślenia o prezentowanych wartościach. To także osoba, której mówię o sprawach ważnych i mniej ważnych. Bo żeby się porozumieć i zrozumieć trzeba wspólnoty pojęć. Koleś, który od świtu czeka na okazję wyżebrania paru zetów na nektar piwny dla ratowania, steranej nocnym dionizjowaniem głowy, nic nie zrozumie, gdy usłyszy komunikat w stylu: partykularne interesy kadry menedżerskiej przedsiębiorstwa handlowego, w którym jestem zatrudniony oraz ogólna sytuacja ekonomiczna w makroregionie centralnej Europy sprawiły, że nie stać mnie w chwili obecnej na działania o charakterze charytatywnym, nakierowane na twoją osobę. Po takim dictum w najlepszym wypadku usłyszymy: Spierdalaj!; w najgorszym – zostaniemy zmuszeni do spierdalania. Do wspomnianego kolesia dotrze tylko informacja sformatowana do jego kodu językowego, która mogłaby wyglądać na przykład tak: Nie mam, kurwa, kasy! Te chuje w mojej robocie od trzech miesięcy sępią kasę po trochu i bredzą, że to przez tę jebaną Unię! Weź, kurwa, nie przeginaj! Odpowiednie dać rzeczy słowo!

 28122009129

I tak… Dopóki jedni będą kawałkować, a inni rżnąć cebulę, dopóty będziemy tkwić naprzeciw siebie w szańcach niszczącego wszystkich sporu. Aż się wykrwawimy, jak narody z dwóch frontów pod Verdun.

© JA.grembach.łódź.pl
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci