Menu

JA.grembach.łódź.pl

O Grembachu, o Łodzi, o mnie, o wszystkim...

Wszechczas pamięci...

piostar14

WP_000682

 

I początek nowego roku. Mimo, że radio publiczne przestało być normalne i z założenia je ignoruję, dziś, jak od kilku lat pierwszego stycznia, od rana do wieczora słucham Listy Przebojów Wszechczasów w Trójce.

 I robi się nostalgicznie… Z większością utworów łączy się jakiś obraz, który wyłazi z pozornej niepamięci i wzburza wokół siebie myśli. I tak, co kilka minut… To jest jak przeglądanie albumów z fotografiami, tylko zamiast zdjęć słyszymy brzmienia, dźwięki, a twarze i sytuacje pojawiają się pod powiekami. Czasem ruchome, czasem statyczne, nierzadko przymglone i czarno – białe… Jeszcze innym czasem zjawia się zapach, smak… Zawsze niedoścignione, niepowtarzalne…

 Shine on You Crazy Diamond Pink Floyd. Miejsce 17 na Liście Wszechczasów. A dziś pierwszy dzień 2017 roku. Taki zbieg okoliczności. Jak ten, że płyta, oczywiście winylowa, Wish You Were Here była pierwszą, jakiej słuchałem korzystając z bardzo dobrych naonczas słuchawek. Dzięki temu pierwszy raz usłyszałem muzykę z bliska, nieomal dotykalnie, jak nigdy dotąd. Prawie filharmonicznie, ale z inną przestrzenią. Od tego czasu nie umiem słuchać muzyki inaczej niż w pełnym brzmieniu. Brzęczący głośnik sprawia, że ją tylko posłuchuję, bo wiem, że i tak wszystkiego nie usłyszę. Bo do słuchania muzyki trzeba ciszy i skupienia. Tylko wtedy może wybrzmieć w całej swej doskonałości.

 Gyöngyhajú lány Omega. Zbolałe palce od dociskania strun do progów zdezelowanej, popaczonej we wszystkie strony gitary… Jakie to było romantyczne… Ten ból i romantyczne wieczory przy ognisku. Ten ból i rozchodzące się w leśnej ciszy słowa o dziewczynie o perłowych włosach… Ten ból i zapach dymu świerkowego… Ech…

Highway to Hell AC/DC. Fiat Uno. Jedziemy w pięć osób do Ciechocinka jeszcze starą jedynką. Wyjazd terminowy. Czas nagli. Pada deszcz. Za Łęczycą dziurawię jedną oponę i upieram się, że bez zapasu nie będę daleko jechał. We Włocławku tracimy prawie godzinę na znalezienie jakiegoś warsztatu i naprawę. Ruszamy. Pasażerowie natychmiast się rozgadują, próbują przekrzyczeć siebie nawzajem. Wkurwiony hałasem, deszczem, zaparowanymi szybami i presją czasu zakładam słuchawki, by chociaż trochę się wyizolować. Po kilku minutach słyszę Highway to Hell. Po ostatnim riffie spoglądam na licznik. 140 km/h. Nigdy nie wystraszyłem się samego siebie za kierownicą jak wtedy.

Stairway To Heaven Led Zeppelin. Te schody, tak jak błyszczącą damę do kobziarza, prowadziły mnie zawsze do pisania wierszy. Żadnego z tych inspirowanych Zepami nie pamiętam. Nigdzie też tych rękopisów nie znajdę, bo zniszczyłem je kiedyś. Pewnie dlatego, że były słabe… Ale ten błękit atramentu i poczucie, że mogę coś wreszcie powiedzieć jest śladem nie do powtórzenia… Na zawsze… W końcu, jak śpiewa Plant:

A jeśli posłuchasz bardzo uważnie, harmonia w końcu do Ciebie przyjdzie,
gdy wszystko będzie jednością, a jedność wszystkim.
Być skałą, lecz się nie staczać.

 

© JA.grembach.łódź.pl
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci